Hej kochani, mam pytanie…czy chceci abym kontynuowała to opowiadanie? Wiem, że ono wam się podoba, ale tak jakoś sam nie wiem czy się do tego nadaję. Napiszcie pod postem czy chcecie bym kontynuowała. Zobaczę ilu was jest i czy w ogóle ktoś tego chce,a potem zobaczymy.
Stylinson I Partnerzy
Łączna liczba wyświetleń
sobota, 21 czerwca 2014
środa, 4 czerwca 2014
Rozdział VIII
*Louis*
Przed chwilą otrzymałem telefon od komendanta z policji w Holmes Chapel. Chciał żebym ja oraz Harry stawili się u niego o trzeciej. Poszedłem więc do niego do gabinetu. Siedział tam, jego oczy były takie smutne. Wpatrywał się gdzieś w bok. Nawet nie zauważył mojego przyjścia. Przepraszam Harry, jeszcze ci to wynagrodzę-pomyślałem.
-Harry -powiedziałem. Jego twarz gwałtownie odwróciła się w moją stronę.
-Tak? -ten jego seksowny, zachrypły głos doprowadza mnie do szaleństwa. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam bez dotykania go. Praktycznie robię to codziennie, ale już nie tak często jak kiedyś.
-Mamy stawić się w policji w Holmes Chapel. -odpowiedziałem.
-Czemu? -a niby skąd mam wiedzieć?!
-Nie wiem, powiedział tylko, że to coś ważnego. -zbliżyłem się do niego. Chciałem zobaczyć jak zareaguje na to jak go przytulę. Wzdrygnął się delikatnie.
-Czemu taki jesteś?-spytał.
-Przepraszam. -jeszcze mocniej go przytuliłem. -zmieniłem się, ale wynagrodzę ci to. -Dodałem przerywając panującą między nami ciszę.
-Nie mam ci tego za złe, ale dlaczego chodzisz na te imprezy? -jego oczy zaszkliły się.
-Chciałem wrócić do mojego dawnego życia, ale zrozumiałem, że ty jesteś moim życiem.-powiedział to, co myślałem.
-Loueh-pocałował mnie .-jedźmy już, chcę mieć to za sobą-powiedział kociak. Kiwnąłem głową na znak zgody. Wyszliśmy z jego gabinetu. Powiadomiliśmy Zerrie i Niall 'a, że nie będzie nas kilka godzin i opuściliśmy biuro. Wsiedliśmy do czarnego Range Rover'a Harry'ego i pojechaliśmy. Droga zajęła nam dwie godziny. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Wtedy pierwszy raz od 24 miesięcy pomyślałem, że wszystko jest jak dawniej i Curly nie ma mi tego za złe. Co i raz mój chłopak kładł na moje kolano rękę i jeździł nią na góre i na dół, nie dając mi skupić się na czytaniu gazety, która leżała w jego samochodzie. Był tam artykuł o naszym ostatnim przypadku. Uratowaliśmy jakąś kobietę, która była szantażowana. Burmistrz miasta składał nam podziękowania. Dla nas to normalne, przyzwyczailiśmy się już.
Jak na razie napisałam tylko tyle i prawdopodobnie to koniec. Nie mam teraz ani czasu, ani głowy do pisania opowiadania. Sorry.
niedziela, 1 czerwca 2014
Rozdział VII
JEŻLI CHCESZ BYĆ INFORMOWANY O ROZDZIAŁACH NAPISZ W KOM SWÓJ TT.
2Lata później…
Harry
Nic nie jest już takie same jak kiedyś. Teraz jestem dwudziestolatkiem i żałuję, że nie mogę być tym samym głupim osiemnastolatkiem, który w każdej możliwej chwili ciągle by tylko żartował. Teraz stałem się ponury. A wiecie przez co? Wszystko przez to, że Louis zaczął mnie odtrącać. Od dnia, w którym dostałem list od Megan nic nie jest już takie same. Teraz Larry'ego łączy już tylko wspólna praca. To, że razem jeździmy do ludzi lub razem robimy z nimi wywiady żeby dowiedzieć się o co chodzi w danej sprawie. Zayn i Perrie ostatnio się pokłócili i nawet nie chcą słyszeć ani jednego słowa o sobie. Po prostu zaczęli się ignorować. Barbara zaniedbuje swoją pracę, ponieważ teraz jest foto-modelką i to jest dla niej ważniejsze niż bycie jakąś tam sekretarką w naszym biurze. Niall, biedaczek. Przez to, że Baśka go nie chciała próbował popełnić samobójstwo. Ledwo co go uratowali! Cieszę się, że zdążyłem na czas. Gdyby mi się nie udało, nigdy, powtarzam NIGDY nie wybaczyłbym sobie tego. Ale jednak minęło od tego trochę czasu i z Niall'em jest już lepiej. O wiele lepiwj! Szybko z tego wyszedł. Jest taki jak kiedyś. Może jakaś część jego umarła, ale nadal jest zabawny, taki lekkomyślny. Tylko może teraz nauczył się być poważnym. Wie kiedy żartować, a kiedy byc poważnym. Podoba mi się to. Louis … on ciągle w wolne dni chodzi na imprezy, a potem wraca najebany. Nie spodsziewałbym się tego żeby on prowadził taki tryb życia. On zawsze był tym najrozsądniejszym z nas. No i na końcu ja. Ja nie mogłem tego dłużej wytrzymać i za każdym razem, gdy zostanę zraniony, gdy zobaczę nawalonego Louis'a, gdy zobaczę jak cały mój świat się wali, wyciągam moją przyjaciółkę, która ma na imię Sel. Jest nią srebrna żyletka. Nie żeby było, że mam już mnóstwo blizn! mam tylko jedną, która co jakiś czas staje się bielsza niż zwykle. Nasze życie miało być takie piękne! Siódemka przyjaciół. Najlepszych przyjaciół. Ja, Louis, Niall, Zayn, Perrie, Danielle no i od niedawna Liam. Ten chłopak potrafi postawić człowieka na duchu. Powiedziałem mu kiedyś, że moje życie nie ma sensu i chciałbym popełnić samobójstwo. Wtedy on zrobił mi taki wykład, że głowa mała! Od razu wybił mi to z głowy, ale to było wtedy. Dziś już sobie z tym po prostu nie radzę. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Horana.
-Proszę-podał mi loda o smaku miodu. Mój ulubiony.
-Dzięki-uśmiechnąłem się delikatnie.
-Co u ciebie? -spytał po chwili. -Wiesz wziąłem urlop.
-No tak -zrobiłm pauzę zastanawiając się nad tym co mu powiedzieć. Na pewno nie prawdę. Tak to mój przyjaciel i między innymi dlatego nie chcę powiedzieć prawdy. Nie chcę żeby się martwił. Najlepiej by było gdyby to zignorował, ale to on. On zawsze za bardzo się wszystkim martwi. Jeśli chodzi o jego sprawy, to machnie ręką i powie „mówi się trudno i idzie się dalej "ale jeżeli chodzi o kogoś, to martwi się o wiele bardziej. -A dobrze jest, nie martw się -uśmiechnąłem się najmocniej jak tylko mogłem, by potwierdzić moje słowa.
-Okeyyy a jak tam sprawy sercowe? -szlag! On zawsze musi o to pytać?
-Niall naprawdę wszystko jest dobrze. -spojrzałem na niego błagalnie dając tym znać żebyśmy zakończyli ten temat.
-Nie Hazz nic nie jest dobrze, a ja muszę ci o czymś powiedzieć. Słuchaj nieważne co to będzie nie uciekaj, nie płacz, nie krzycz, nie rób sobie krzywdy -cztery ostatnie słowa podkreślił mówiąc ostrzejszym akcentem. -Robię to, bo nie chcę żebyś musiał więcej cierpieć, wiem, że ta wiadomość cię załamie, ale obiecaj, że nie zrobisz sobie nic złego jasne? -spojrzał na mnie swoimi intensywnie niebieskimi tęczówkami.
-Dobra, obiecuję Horanowa, ale powiedz w końcu o co ci chodzi -wywróciłem teatralnie oczami.
Heeey nie spodziewałam się tego, że z samego rana napiszę rozdział. A jednak! Nudziło mi się, więc napisałam i dodaję. Dziś dzień dziecka! Jeszcze raz spełnienia waszych marzeń w ten cudowny dla nas dzień! Co sądzicie o rozdziale? 2-5Kom= Next Lovki; *** Xxxx
czwartek, 29 maja 2014
Rozdział VI
Trzy tygodnie później...
*Perspektywa Harry 'ego *
Siedziałem właśnie z Loui'm w kuchni. To znaczy on poszedł do skrzynki po listy. A ja popijałem herbatę z mlekiem. Przed chwilą zjadłem śniadanie. Zrobiłem sobie i Boo jajecznicę ze szczypiorkiem. Dziś wstaliśmy wyjątkowo wcześnie. Było 15 po 9. No co? My normalnie o 11 wstajemy, ale nie ma co się nam dziwić, jak my przeważnie do północy siedzimy. I nie, nie z tego opowdu, o którym każdy myśli. No to znaczy… najczęściej właśnie chodzi o nas dwoje i łóżko, ale czasem robimy wyjątki i zarywamy całe nocki robiąc sobiefilmowy maraton. Wtedy też się pieścimy i czasami londujemy w łóżku, ale to chyba dobrze. Prawda? Nasza miłość kwitnie. No i dziś mamy wyjątek, bo wczoraj Zayn zabrał nas na imprezę, ale taką krótką. Bawiliśmy się od 17 do 20. Nikt prócz mnie i Louis'a nie wytrzymały dłużej, bo impreza była ostra i wszyscy dość szybko się upili. My z Lous postanowiliśmy jako jedyni na wszelki wypadek zatrzymać zdrowy rozsadek i pozostać trzeźwi. Nawet nie wiecie jak bardzo się z tego powodu cieszę. Dzięki temu miałem dziś taki piękny poranek, który obył się bez kaca.
-Harry!-usłyszałem znajomy głos Louis'a.
-Tak?-spytałem.
-Jakiś list do ciebie.-Louis przysiad się do stołu i podał mi go.
-List? -spytałem.
-Do ciebie. -dokończył miś.
-Eghm -odkaszlnąłem. -Przejdę się okay?
-Jasne pa -Louis jak to miał w zwyczaju cmoknął me usta.
***
Byłem właśnie w parku. Usiadłem na jakiejś ławce. Nie miałem pojęcia co to za list, ale chciałem zostać sam. Sam go przeczytać. Mam złe przeczucia. Otworzyłem więc białą kopertę i wyciągnąłem z niej kartkę. Zacząłem czytać.
Hej tato!
To ja Megan Fox, twoja córka. Wiem, że zostawiłeś Alice dla jakiegoś chłopaka. Zrobiłeś jej dziecko i zostawiłeś ją. Uznałeś, że jesteś pieprzonym gejem i nie powiedziałeś nawet „dowidzenia " odeszłeś. Tak po prostu. A teraz 15 lat po tym incydencie, ja zniszczę twoje życie, tak samo jak ty zrobiłeś z życiem mamy. Zemszczę się na tobie. Będziesz cierpiał. Wolał o pomoc, ale kto pomoże takiemu pedałowi jak ty? To pytanie retoryczne. Odpowiedź jest prosta -nikt. Wiem o tobie wszystko. O twoim chłopaku, gdzie miesskasz, mieszkasz z Louis 'em... Kocham Cię Xxxx
-To nie może być prawda, to nie może być prawda -zacząłem powtarzać na głos. Miałem kiedyś dziewczynę o imieniu Alice. Miałem 14 lat kiedy się z nią przespałem. To była jednorazowa noc. Ja Al wychowywaliśy się razem przez około 6 lat. Później pomiędzy nami doszło do czegoś więcej. Znaliśmy się stąd, że jej tata był pracodawcą mojego ojczyma. Mark'a. Jednak gdy ja zerwałem z Alice, Tom zerwał umowę o pracę. Nie moja wina, że jakimś cudem płeć piękna nie jest dla mnie tak piękna. To znaczy jest piękna, ale przeze mnie spostrzegana w innym świetle. Jak wcześniej wspomniałem miałem wtedy 14lat. Powiedziałem jej prawdę. Zgodziła się, sądziła, że taki związek nie miałby sensu oraz przyszłości. Ale ciąża, dziecko?! Ona nic mi nie powiedziała! Przecież o takim czymś powinna by mnie poinformować! Przecież to jest niemożliwe! Nie wierzę jej. Żałuję, że nie mam z nią już kontaktu. Przez pierwsze kilka tygodni zachowywaliśy się jak kiedyś. Jak dobrzy przyjaciele, ale ja wyprowadziłem się do Doncaster. 2 lata później poznałem tam Louis'a. Nasze pierwsze spotkanie nie za bardzo się udało. Mianowicie Louis szedł ze swoją dziewczyną Eleanor, ja trzymałem w dłoni coca-colę i tak jak los tego pragnął wylałem ją na sukienkę Calder. Ona zaczęła na mnie krzyczeć i wyzywać mnie od najgorszych. Louis przez chwilę nie reagował. Potem zaczął uspokajać swoją dziewczynę mówiąc, że kupi jej nową sukienkę, taką jaką będzie chciała. Ja patrzyłem na tę scenkę nic nie mówiąc. Po chwili nie zwracając na mnie uwagi oboje poszli dalej. Ale jednak Louis odwrócił się na chwilę posyłając mi przepraszający uśmiech. Nie wiem czemu miałem potem potrzebę ponownego spotkania go. Jakimś sposobem uzyskałem adres jego zamieszkania. Przepraszałem za to. On jednak nie chciał moich przeprosin, powiedział, że to Eleanor zbytnio dramatyzuje. Póżniej dużo rozmawialiśmy, okazało się, że do siebie pasujemy…Louis zerwał z Eleanor, zaczęliśmy się spotykać i BUM! Tak oto teraz jesteśmy razem. A teraz okazuje się, że mam dziecko z moją byłą. Nie rozumiem tego. To niemożliwe. Który raz to powtarzam? Nie pamiętam, po 10 przestałem liczyć. Nagle pomyślałem, o tym, że ja i Louis moglibyśmy mieć dziecko…
HEJ!
Oto jest nowy rozdział! Nie mam pojęcia, czy wam się spodobał, więc napiszcie co sądzicie w komentarzu :) Czy tylko ja mam tak, że piszę rozdziały gdy słucham muzyki? ;D O czym słucham piosenki, o tym piszę w opowiadaniu. Jutro dzień dziecka :) Życzę wam żebyście miło go spędzili i dostali to o czym marzycie. 1-3Kom = Next. Lovkii Xxxx
Rozdział V
*Harry*
-To będzie trudne.-pomyślałem i westchnąłem. Właśnie otworzyły się drzwi do mojego gabinetu, który posiadam od dwóch tygodni. Od tych 14 dni jestem oficjalnie psychologiem. Mój gabinet jest w odcieniu zieleni. Ponoć zielony kolor uspokaja i ma to pomóc moim pacjentom. Jest w nim jedno mał okno, które zwykle jest zasłonięte. Na parapecie stoi śliczna roślinka. Na prawej ścianie jest duży regał z książkami psychologicznymi. Przed oknem stoi moje biurko oraz fotel. Na biurku znajduje się notes, długopis i sterty papierów, w których opisani są moi 'przyjaciele'. Tak, w końcu to taka psychologiczna sztuczka. Trzeba się z kimś zaprzyjaźnić, wtedy on mi zaufa i powie wszystko. Po drugiej jego stronie jest czarny fotel, na którym za chwilę usiądzie szesnastoletnia Caroline. Dziewczyna została wykorzystana fizycznie, a moim zadaniem jest sprawdzenie jej stanu psychicznego i jeżeli będzie to konieczne, 'naprawienie' jej. Dziwnie to brzmi. Tak czy inaczej chodzi, o to, że ona musi wyzdrowieć i wrócić do swojego poprzedniego stanu psychicznego.
-Pan Styles?-powiedziała niepewnie dziewczyna.
-Tak, to ja.-uśmiechnąłem się fałszywie.-siadaj.-wskazałem ręką na fotel.
-No więc co pan chce wiedzieć?-w jej oczach widziałem przerażenie.
-Nic.-odparłem wyłowując u Caroline zaskoczenie.
-Jak to nic?-powiedział to, jakby była oburzona.
-A powiesz mi coś o sobie?-zadałem podstawowe pytanie.
-Mam mówić o sobie obcemu dzieciakowi, który jest ode mnie młodszy?!-uniosła się.
-Ile masz lat?-czy ja wyglądam na sześciolatka?
-Szesnaście.-burknęła.
-A ja osiemnaście, nadal sądzisz, że jestem młodszy?-uniosłem brwi do góry.
-Ale nadal jesteś obcy.-och? Nie sądzę.
-Ja obcy?-udałem zaskoczonego.-Jestem Harry, twój przyjaciel.-znów uśmiechnałem się fałszywie.
-aaa?-przeciąnęła samogłoskę.
-B.-przeciąnąłem.
-C-ahah czuję się jak przedszkolak.
-Z wygrałem!-zaśmiałem się.
-Ej nie znam tego!-zmarszczyła brwi.
-Porozmawiasz ze mną czy wolisz milczeć?-chcę mieć to za sobą. Po paru minutach nie odpowiedziała.-Możesz iść.-westchnąłem. Wiedziałem, że będzie trundo, ale aż tak? Tego się nie spodziewalem, ona zachowywała się jak najwyżej dwulatka…
***
-Hej misiu.-Louis pocałował mnie w policzek.-Co taka mina?-spytał po chwili.
-Hej Loulou.-odpowiedziałem.
-Co taka mina?-Louis znów zapytał.
-Jaka?-nie wiem, o co ci chodzi…
-W stylu 'WTF co to było?!-serio?
-Nie wiem.-no na serio!
-Okey, pomińmy to.-odparł.-Daniell przyszła.-Louis zachichotał.
-Z czego się śmiejesz?-no teraz,.to mogę mieć minę al'a 'WTF'.
-Sam zobacz kociaku.-Wyszedłem za nim z pokoju.
***
-Hej Haz-uśmiechnęła się promiennie.
-Dani! -przytuliłem ją. Po chwili Louis mnie pociągnął i spiorunował mnie wzrokiem.
-Louis, nie masz o co być zazdrosny.-powiedziała Dan, a Louis spłonąl w rumieńcach.
-To ja już pójdę.-powiedział po chwili ciszy.
-Co cię do nas sprowadza? -zacząłem rozmowę.
-Na jakiej podstawie mój chłopak stwierdza, że go zdradzam!-krzyknęła. Jeszcze przed chwilą była tak opanowana, a teraz nic po tym nie zostało.
-Zayn prowadzi tę sprawę, ja nic nie wiem.-uniosł dłonie w obronnym geście.
-Gdzie on jest?-spytała zirytowana dziewczyna.
-Nie wiem, chyba u Niall'a w biurze…pierwsze drzwi po lewej-powiedziałem. Dziewczyna od razu znikła z zasięgu mojego wzroku.
-Wow, co to było?-spytał Louis
-Kocham cię.-powiedziałem nie zwracając uwagi na jego pytanie.
-Ja ciebie też.-szepnął.
-Mój tyyyy-mruknąłem przeciągając samogłoskę.-Jak ja cię na serio kocham.-zrobiłem mu malinkę.
-Nie w pracy, chodźmy lepiej do chłopaków okey?-spytał.
-Jasne.-zawiodłem się trochę, ale zgodziłem.
poniedziałek, 26 maja 2014
Imagin Larry
*Harry*
Właśnie wróciłem z próby. Oczywiście musiałm
być tam sam pod pretekstem, że inni będą
mnie rozpraszać podczas śpiewania. Tak bardO
nienawidzę Modest-u oni robią wwszystko
bym był jak najdalej od Louis'a.
-Boo Bear-krzyknałem
-...
Hmm dziwne. Odpowiedziała mi
cisza.Obiecał ,że będzie w domu, gdy mnie nie
będzie.
-Loueh!-krzyknąłem, tym razem głośniej.
_…
Znów zabójcza cisza. Postanowiłem sprawdzić
gdzie
jest. Kuchia, salon, łazienka, jadalnia, korytarz…
nie ma go.Została jeszcze nasza sypialnia. Tam
chyba będzie.Powinien. Musi. Gdy
pomyślałem, że mogło mu się coś stać, pod
wpływem impulsu szybko pobiegłem do
sypialni. Pchnąłem drzwi i zauważyłem tam
płaczącego Loui'ego.
-Skarbie-Przytuliłem go.
-Przegląda-aem internet-jąkał się przez
płacz,ale kontunyował -I ttam wsyztko byo
wokól Ele…Eleunor*
-To dlatego?-skarbie nie płacz.
-Ale ya usz duzej tag nie mogge-powiedział.*
-Louis-westchnąłem-Ja też nie, ale zrób to da
mnie,dla siebie,a przedewszystkim dla nas-
powiedziałem patrząc w jego oczy.
-Ddobrze-starł łzy.
Dzień II
*Louis*
Wróciłem do domu. Dziś była moja
kolej. Właśnie tak to wyglądało. Jeden dzień
chodziłem ja, jeden Harry. A chłopacy
normalnie codziennie mieli próby. Czemu nic
nie może być po staremu? Co zmieniła nasza
miłość? Przecież wszystko jest takie jak
kiedyś.Czujecie ten sarkazm? Tam to życie już
nie wróci. Nie wróci, przez Larry'ego. Ale czym
jest nasza miłość?! Nieuleczalna choroba. Mimo
iż obróciła nasze życie o 180 stopni, zniszczyła
je…My nadal się kochamy. Mamy to wszystko
gdzieś. Wchodzę do kuchni. Harry siedzi przy
stole. Je kanapki. No tak. Patrzę na zegarek
22:30.Podchodzę do niego i całujemy się na
powitanie
-Jak tam Harreh?-spytałem z troską.
-Dobrze-spojrzałem w jego oczy.Wyrażały
niesamowity ból.
-Nie kłam-szepnąłem.
-Czemu?Przecież jest idealnie!-krzyknął
zwalając ze stołu talerz.
-Uspokój się-powiedziałem wystraszony.
-Jak?!Ja nie potrafię żyć ze świadomością,że
kocham jakiegoś geja-krzyknął,a w moich
oczach momentalnie pojawiły się łzy. Uciekłem
i zamknąłem się w pokoju. Jak mógł.
-Louis nie!Przepraszam! To nie tak miało
brzmieć-krzyczał, ale ja go nie słuchałem.
Dzień III
*Harry*
Obudziłem się o 10. Zaspałem! Nie zwracając
uwagi na ból, który sprawiał mi każdy
ruch, przez to że spałem dziś na
małej, niewyhodnej kanapie, pobiegłem do
łazienki.
***
-Hej,jak tam?-spytał Irlandczyk.
-Dobrze Nialler-spróbowałem się uśmiechnąć.
-Louis wczoraj dzwonił…-Kiedy to
usłyszałem,zachciało mi się płakać-
Proszę,napraw to-poklepał mnie po ramieniu i
odszedł.
***
Wróciłem do domu.Louis oglądał
telewizję.Postanowiłem coś zrobić.
-Louis,kochanie-powiedziałem i pocałowałem
go w czubek głowy.
-Harry,nie jestem obrażony,ale zły.Wiem że
nie chciałeś żeby to tak zabrzmiało.
-Przepraszam cię nie chciałem.
-Wiem,ale daj mi czas dobrze?
-Ok.
Dzień IV
*Louis*
Muszę iść do roboty. Tak bardzo chciałbym
zostać z Harry'm w domu. Przeprosić go, ale
postanowiłem, że zrobię dla niego
niespodziankę. Ten dzień będzie dniem, o
którym nigdy nie zapomni. Wyjdziemy gdzieś
na jakiś dobry film. Najlepiej komedię
romantyczną. Potem odwiedzimy jakąś
drogą,elegancką restaurację i będzie
wspaniale,idealnie. Chociaż tak będę mógł go
rozweselić. Ostatnio chodzi taki smutny. Niby
mnie pociesza,a sam jest taki…normalnie
wygląda jak wrak człowieka. Nie dba o
siebie,wszystko ma gdzieś.
Ten sam dzień
*Harry*
Okropny dzień. Louis jak zwykle wyszedł do
pracy. Ja nie mam już siły. Ciągle muszę patrzeć
jak płacze, ciągle muszę go pocieszać, że
niedługo to wszystko się skończy. A ja sam już
nie mam siły. Nie wierzę,że to kiedyś się
skończy. Muszę to zakończyć. Loueh przeze
mnie zmarnował sobie życie. Nie chcę żeby
dłużej cierpiał. Po prostu dziś zrobię coś, o
czym marzę od kilku
dni, tygodni, miesięcy. Szczerze, to już nawet nie
liczę. Louis wyszedł więc mam szansę, którą
mam zamiar wykorzystać.
Wieczór, dzień IV
*Louis*
Wróciłem do domu. Byłem
podekscytowany. Miałem już wszystko
przygotowane. Dokładnie za 41 minut-18:30
mamy być z Harry'm w kinie. Potem pójdziemy
do całdobowej, popularnej, jednej z najlepszych
restauracji.
-Loczek wróciłem!-krzyknąłem.
Zdjąłem kurtkę i buty. Wszedłem w głąb
domu. Myślałem, że Harry będzie w kuchni, jak
zawsze. Myliłem się. Zajrzałem do sypialni…nie
ma. Może jest w toalecie. Otworzyłem drzwi i
to,co tam zobaczyłem, po prostu nie mogłem
uwierzyć.
Dzień V
*Louis*
Siedziałem właśnie w szpitalu obok
Harold'a. To nie możliwe. Jak on mógł się
dopuścić takiej rzeczy?! Czemu chciał sobie
odebrać życie? To przez naszą kłótnię? Chyba
tak. Tak naprawdę, to ja bardziej żartowałem…z
tym że jestem na niego zły. Jak bym
mógł, skoro on jest najpiękniejszą rzeczą jaka
mnie w życiu spotkała. Nie wiem co by musiał
zrobić żebym był na niego.Chociaż. Teraz
jestem na niego bardzo zły. Jak mógł mi to
zrobić?! No jak?!
-Czemu Hazz,czemu?-mówiłem szeptem.
Dzień VI
*Louis*
Musiałem powiadomić, o tym jego
najbliższych. Rodziców oraz resztę
zespołu. Teraz ja i chłopcy siedzimy z nim w
sali. Płaczemy. Ja najbardziej.Lekarz
powiedział, że szanse na to iż przeżyje są
minimalne.
-Harry zawsze cię kochałem i będę kochać, ale
jak brata. Zrobiłeś dla mnie tyle dobrego. Mimo
iż na początku cię nie polubiłem, a nawet
byłem zazdrosny. Po prostu byłem głupi.-
powiedział Liam, próbując powstrzymać łzy.
-Będę za tobą tęsknił stary. Za tymi naszymi
wygłupami. Za robieniem dowcipów innym. za
tym ciągłym śmianiem się. Wiesz,chyba nigdy
nie zapomnę tego twojego uśmiechu.-
powiedział Niall przez łzy
-Nigdy nie myślałem, że tak szybko się z tobą
pożegnam. Dałeś mi w życiu tyle dobrych
rad. Dzięki tobie za kilka miesięcy będę
szczęśliwym mężem. Hazz, jesteś moim
najlepszym przyjacielem. Nigdy o tobie nie
zapomnę. Jesteś taki miły, kochany i co
najważniejsze zawsze potrafisz pocieszyć-dodał
od siebie Zayn.
-Harry,jesteś najlepszym co mnie w życiu
spotkało. Jesteś tym jedynym. Nie możesz mnie
zostawić. Tyle ludzi na tym świecie cię
kocha,że czasami czuję się zazdrosny. Wiem, że
ty nigdy mnie nie zdradzisz. Jesteś
piękny, cudowny, idealny. Wiele osób kocha cię
za wygląd, za ten nieziemski uśmiech, lub po
prosti za styl ubioru. Ja jednak zakochałrm się
w tym co masz w środku.Od początku nie
zwracałem uwagi na wygląd. Jesteś tym
jedynym i obiecuję ci, że mimo wszystko będę
wierny.-zakończyłem. Rozpłakałem się.Nie
mogłem wytrzymać. W tym samym czasie do
sali wszedła mama loczka i podała mi list…
pożegnalny. Chciała abym przeczytał go na
głos. Nie miałem już siły, ale postanowilem to
zrobić.
Drogi Louis'ie!
Zastanawiasz się czemu tego
dokonałem. Czemu dopuściłem się do tego
czynu. Może nie zauważyłeś, ale ja cierpiałem
bardziej niż ty. Jeśli jesteś teraz obok
mnie, odsłoń mój lewy nadgarstek. To chyba
wystarczający dowód na moje
cierpienie. Jednak ten ból nie był tak silny jak
ten psychiczny. Od dawna chciałem to
zrobić. Dziś jest ta chwila,w której twoje życie
się zmieni. Możesz myśleć,że na gorsze, ale to
nie prawda. Za jakiś czas po prostu o mnie
zapomnisz. Tak będzie lepiej. Zniszczyłem twoje
życie. Louis, kochanie ja nie mogłem żyć z tą
świadomością! Nawet nie wiesz jak trudne było
to dla mnie. Ciągle widziałem jak
płaczesz, ciągle musiałem cię
pocieszać. Wiem, że nie chciałeś żeby tak
wyglądało twoje życie. Ja chcę dla ciebie
dobrze. Jeśli możesz to powidz chłopakom, że
kocham ich jak braci. Są tacy kochani.Zadbaj, o
to żeby Niall przeszedł na dietę. Przydałoby mu
się to. Powiedz mojej rodzinie, że bardzo ich
kocham i zrobiłem to tylko po to by wasz
świat mógł być piękniejszy. Byłem tylko
problemem, ponieważ to wszystko zaczęło się
ode mnie. Kocham Cię najbardziej jak tylko się
da. Jesteś słońcem, które wschodzi o wschodzie
i zachodzi po zmroku. Zawsze będę świecił
gdzieś tam na niebie,niedaleko ciebie. Jako
jedna z gwiazd będę obserwować cały
świat. Kocham was!
Harry Xx
Dzien VII
Całe moje życie legło w gruzach. Nie mogę
dopuścić do siebie myśli, że Harry nie
żyje. Poza nim nie widzę świata. Dosłownie. To
nie ma już przyszłości. Jestem właśnie w
Paryżu, gdzie mamy zagrać nasz ostatni
koncert. Pożegnalny. Wchodzimy na
scenę. Śpiewamy:Moments, Over Again, One
thing, You & I, They Don't Know About You, Right
Now, Strong, Does He Know, Alive, Better Than
Words, Little White Lies…
skończylismy. Pożegnalismy się z fanami i
odeszliśmy. Chłipacy pytali jak się
czuję. Dobrze. Co innego miałem im
odpowiedzieć? Nie wiem. Wsiadłem do
samochodu. Kierunek:wierza Eifla..Harry
zawsze chciał się tam ze mna wybrać. Wchodzę
na samą górę. Krzyczę:Kocham Cię Harry!
Potem skaczę w przepaść. Teraz już na zawsze
będziemy razem.
*Narrator*
Tak bardzo się kochali. Świata poza sobą nie
widzieli. Louis musiał to zrobić. Minęło
zaledwie kilka godzin do tego, jak dowiedział
się o odejściu Harry'ego. Za bardzo tęsknił. Nie
potrafił inaczej. Loczek był powietrzem, bez
którego starszy nie mógł żyć. Od teraz Louis
jest słońcem, a Harry księżycem. Patrzą na nas
wszystkich tam na górze i czuwają nad
wszystkimi, którzy właśnie przeżywają to samo
piekło co oni. Larry Stylinson,to definicja
prawdziwej miłości. Dowód, na to że istnieje
prawdziwa miłość. Od teraz są razem na
zawsze. Nikt i nic im w tym nie
przeszkodzi. Oboje są szczęśliwi. Oboje kochają
się bez granic. Oboje są wręcz racy sami. Oboje
dla siebie stworzeni. Nikt i nic im nie
przeszkodzi…
THE END
*-BŁĘDY BYŁY ZAMIERZONE,LOUIS MÓWIŁ NIEWYRAŹNIE PRZEZ PŁACZ I NIE MÓWCIE NUMERALARMOWY, ŻE NIE ROZUMIECIE O CO CHODZI, JAK TO BYŁO NA MOIM BLOGU.
Hej, oto imagin, który kiedyś napisałam. Co o nim sądzicie?