D Dzień I
*Harry*
Właśnie wróciłem z próby. Oczywiście musiałm
być tam sam pod pretekstem, że inni będą
mnie rozpraszać podczas śpiewania. Tak bardO
nienawidzę Modest-u oni robią wwszystko
bym był jak najdalej od Louis'a.
-Boo Bear-krzyknałem
-...
Hmm dziwne. Odpowiedziała mi
cisza.Obiecał ,że będzie w domu, gdy mnie nie
będzie.
-Loueh!-krzyknąłem, tym razem głośniej.
_…
Znów zabójcza cisza. Postanowiłem sprawdzić
gdzie
jest. Kuchia, salon, łazienka, jadalnia, korytarz…
nie ma go.Została jeszcze nasza sypialnia. Tam
chyba będzie.Powinien. Musi. Gdy
pomyślałem, że mogło mu się coś stać, pod
wpływem impulsu szybko pobiegłem do
sypialni. Pchnąłem drzwi i zauważyłem tam
płaczącego Loui'ego.
-Skarbie-Przytuliłem go.
-Przegląda-aem internet-jąkał się przez
płacz,ale kontunyował -I ttam wsyztko byo
wokól Ele…Eleunor*
-To dlatego?-skarbie nie płacz.
-Ale ya usz duzej tag nie mogge-powiedział.*
-Louis-westchnąłem-Ja też nie, ale zrób to da
mnie,dla siebie,a przedewszystkim dla nas-
powiedziałem patrząc w jego oczy.
-Ddobrze-starł łzy.
Dzień II
*Louis*
Wróciłem do domu. Dziś była moja
kolej. Właśnie tak to wyglądało. Jeden dzień
chodziłem ja, jeden Harry. A chłopacy
normalnie codziennie mieli próby. Czemu nic
nie może być po staremu? Co zmieniła nasza
miłość? Przecież wszystko jest takie jak
kiedyś.Czujecie ten sarkazm? Tam to życie już
nie wróci. Nie wróci, przez Larry'ego. Ale czym
jest nasza miłość?! Nieuleczalna choroba. Mimo
iż obróciła nasze życie o 180 stopni, zniszczyła
je…My nadal się kochamy. Mamy to wszystko
gdzieś. Wchodzę do kuchni. Harry siedzi przy
stole. Je kanapki. No tak. Patrzę na zegarek
22:30.Podchodzę do niego i całujemy się na
powitanie
-Jak tam Harreh?-spytałem z troską.
-Dobrze-spojrzałem w jego oczy.Wyrażały
niesamowity ból.
-Nie kłam-szepnąłem.
-Czemu?Przecież jest idealnie!-krzyknął
zwalając ze stołu talerz.
-Uspokój się-powiedziałem wystraszony.
-Jak?!Ja nie potrafię żyć ze świadomością,że
kocham jakiegoś geja-krzyknął,a w moich
oczach momentalnie pojawiły się łzy. Uciekłem
i zamknąłem się w pokoju. Jak mógł.
-Louis nie!Przepraszam! To nie tak miało
brzmieć-krzyczał, ale ja go nie słuchałem.
Dzień III
*Harry*
Obudziłem się o 10. Zaspałem! Nie zwracając
uwagi na ból, który sprawiał mi każdy
ruch, przez to że spałem dziś na
małej, niewyhodnej kanapie, pobiegłem do
łazienki.
***
-Hej,jak tam?-spytał Irlandczyk.
-Dobrze Nialler-spróbowałem się uśmiechnąć.
-Louis wczoraj dzwonił…-Kiedy to
usłyszałem,zachciało mi się płakać-
Proszę,napraw to-poklepał mnie po ramieniu i
odszedł.
***
Wróciłem do domu.Louis oglądał
telewizję.Postanowiłem coś zrobić.
-Louis,kochanie-powiedziałem i pocałowałem
go w czubek głowy.
-Harry,nie jestem obrażony,ale zły.Wiem że
nie chciałeś żeby to tak zabrzmiało.
-Przepraszam cię nie chciałem.
-Wiem,ale daj mi czas dobrze?
-Ok.
Dzień IV
*Louis*
Muszę iść do roboty. Tak bardzo chciałbym
zostać z Harry'm w domu. Przeprosić go, ale
postanowiłem, że zrobię dla niego
niespodziankę. Ten dzień będzie dniem, o
którym nigdy nie zapomni. Wyjdziemy gdzieś
na jakiś dobry film. Najlepiej komedię
romantyczną. Potem odwiedzimy jakąś
drogą,elegancką restaurację i będzie
wspaniale,idealnie. Chociaż tak będę mógł go
rozweselić. Ostatnio chodzi taki smutny. Niby
mnie pociesza,a sam jest taki…normalnie
wygląda jak wrak człowieka. Nie dba o
siebie,wszystko ma gdzieś.
Ten sam dzień
*Harry*
Okropny dzień. Louis jak zwykle wyszedł do
pracy. Ja nie mam już siły. Ciągle muszę patrzeć
jak płacze, ciągle muszę go pocieszać, że
niedługo to wszystko się skończy. A ja sam już
nie mam siły. Nie wierzę,że to kiedyś się
skończy. Muszę to zakończyć. Loueh przeze
mnie zmarnował sobie życie. Nie chcę żeby
dłużej cierpiał. Po prostu dziś zrobię coś, o
czym marzę od kilku
dni, tygodni, miesięcy. Szczerze, to już nawet nie
liczę. Louis wyszedł więc mam szansę, którą
mam zamiar wykorzystać.
Wieczór, dzień IV
*Louis*
Wróciłem do domu. Byłem
podekscytowany. Miałem już wszystko
przygotowane. Dokładnie za 41 minut-18:30
mamy być z Harry'm w kinie. Potem pójdziemy
do całdobowej, popularnej, jednej z najlepszych
restauracji.
-Loczek wróciłem!-krzyknąłem.
Zdjąłem kurtkę i buty. Wszedłem w głąb
domu. Myślałem, że Harry będzie w kuchni, jak
zawsze. Myliłem się. Zajrzałem do sypialni…nie
ma. Może jest w toalecie. Otworzyłem drzwi i
to,co tam zobaczyłem, po prostu nie mogłem
uwierzyć.
Dzień V
*Louis*
Siedziałem właśnie w szpitalu obok
Harold'a. To nie możliwe. Jak on mógł się
dopuścić takiej rzeczy?! Czemu chciał sobie
odebrać życie? To przez naszą kłótnię? Chyba
tak. Tak naprawdę, to ja bardziej żartowałem…z
tym że jestem na niego zły. Jak bym
mógł, skoro on jest najpiękniejszą rzeczą jaka
mnie w życiu spotkała. Nie wiem co by musiał
zrobić żebym był na niego.Chociaż. Teraz
jestem na niego bardzo zły. Jak mógł mi to
zrobić?! No jak?!
-Czemu Hazz,czemu?-mówiłem szeptem.
Dzień VI
*Louis*
Musiałem powiadomić, o tym jego
najbliższych. Rodziców oraz resztę
zespołu. Teraz ja i chłopcy siedzimy z nim w
sali. Płaczemy. Ja najbardziej.Lekarz
powiedział, że szanse na to iż przeżyje są
minimalne.
-Harry zawsze cię kochałem i będę kochać, ale
jak brata. Zrobiłeś dla mnie tyle dobrego. Mimo
iż na początku cię nie polubiłem, a nawet
byłem zazdrosny. Po prostu byłem głupi.-
powiedział Liam, próbując powstrzymać łzy.
-Będę za tobą tęsknił stary. Za tymi naszymi
wygłupami. Za robieniem dowcipów innym. za
tym ciągłym śmianiem się. Wiesz,chyba nigdy
nie zapomnę tego twojego uśmiechu.-
powiedział Niall przez łzy
-Nigdy nie myślałem, że tak szybko się z tobą
pożegnam. Dałeś mi w życiu tyle dobrych
rad. Dzięki tobie za kilka miesięcy będę
szczęśliwym mężem. Hazz, jesteś moim
najlepszym przyjacielem. Nigdy o tobie nie
zapomnę. Jesteś taki miły, kochany i co
najważniejsze zawsze potrafisz pocieszyć-dodał
od siebie Zayn.
-Harry,jesteś najlepszym co mnie w życiu
spotkało. Jesteś tym jedynym. Nie możesz mnie
zostawić. Tyle ludzi na tym świecie cię
kocha,że czasami czuję się zazdrosny. Wiem, że
ty nigdy mnie nie zdradzisz. Jesteś
piękny, cudowny, idealny. Wiele osób kocha cię
za wygląd, za ten nieziemski uśmiech, lub po
prosti za styl ubioru. Ja jednak zakochałrm się
w tym co masz w środku.Od początku nie
zwracałem uwagi na wygląd. Jesteś tym
jedynym i obiecuję ci, że mimo wszystko będę
wierny.-zakończyłem. Rozpłakałem się.Nie
mogłem wytrzymać. W tym samym czasie do
sali wszedła mama loczka i podała mi list…
pożegnalny. Chciała abym przeczytał go na
głos. Nie miałem już siły, ale postanowilem to
zrobić.
Drogi Louis'ie!
Zastanawiasz się czemu tego
dokonałem. Czemu dopuściłem się do tego
czynu. Może nie zauważyłeś, ale ja cierpiałem
bardziej niż ty. Jeśli jesteś teraz obok
mnie, odsłoń mój lewy nadgarstek. To chyba
wystarczający dowód na moje
cierpienie. Jednak ten ból nie był tak silny jak
ten psychiczny. Od dawna chciałem to
zrobić. Dziś jest ta chwila,w której twoje życie
się zmieni. Możesz myśleć,że na gorsze, ale to
nie prawda. Za jakiś czas po prostu o mnie
zapomnisz. Tak będzie lepiej. Zniszczyłem twoje
życie. Louis, kochanie ja nie mogłem żyć z tą
świadomością! Nawet nie wiesz jak trudne było
to dla mnie. Ciągle widziałem jak
płaczesz, ciągle musiałem cię
pocieszać. Wiem, że nie chciałeś żeby tak
wyglądało twoje życie. Ja chcę dla ciebie
dobrze. Jeśli możesz to powidz chłopakom, że
kocham ich jak braci. Są tacy kochani.Zadbaj, o
to żeby Niall przeszedł na dietę. Przydałoby mu
się to. Powiedz mojej rodzinie, że bardzo ich
kocham i zrobiłem to tylko po to by wasz
świat mógł być piękniejszy. Byłem tylko
problemem, ponieważ to wszystko zaczęło się
ode mnie. Kocham Cię najbardziej jak tylko się
da. Jesteś słońcem, które wschodzi o wschodzie
i zachodzi po zmroku. Zawsze będę świecił
gdzieś tam na niebie,niedaleko ciebie. Jako
jedna z gwiazd będę obserwować cały
świat. Kocham was!
Harry Xx
Dzien VII
Całe moje życie legło w gruzach. Nie mogę
dopuścić do siebie myśli, że Harry nie
żyje. Poza nim nie widzę świata. Dosłownie. To
nie ma już przyszłości. Jestem właśnie w
Paryżu, gdzie mamy zagrać nasz ostatni
koncert. Pożegnalny. Wchodzimy na
scenę. Śpiewamy:Moments, Over Again, One
thing, You & I, They Don't Know About You, Right
Now, Strong, Does He Know, Alive, Better Than
Words, Little White Lies…
skończylismy. Pożegnalismy się z fanami i
odeszliśmy. Chłipacy pytali jak się
czuję. Dobrze. Co innego miałem im
odpowiedzieć? Nie wiem. Wsiadłem do
samochodu. Kierunek:wierza Eifla..Harry
zawsze chciał się tam ze mna wybrać. Wchodzę
na samą górę. Krzyczę:Kocham Cię Harry!
Potem skaczę w przepaść. Teraz już na zawsze
będziemy razem.
*Narrator*
Tak bardzo się kochali. Świata poza sobą nie
widzieli. Louis musiał to zrobić. Minęło
zaledwie kilka godzin do tego, jak dowiedział
się o odejściu Harry'ego. Za bardzo tęsknił. Nie
potrafił inaczej. Loczek był powietrzem, bez
którego starszy nie mógł żyć. Od teraz Louis
jest słońcem, a Harry księżycem. Patrzą na nas
wszystkich tam na górze i czuwają nad
wszystkimi, którzy właśnie przeżywają to samo
piekło co oni. Larry Stylinson,to definicja
prawdziwej miłości. Dowód, na to że istnieje
prawdziwa miłość. Od teraz są razem na
zawsze. Nikt i nic im w tym nie
przeszkodzi. Oboje są szczęśliwi. Oboje kochają
się bez granic. Oboje są wręcz racy sami. Oboje
dla siebie stworzeni. Nikt i nic im nie
przeszkodzi…
THE END
*-BŁĘDY BYŁY ZAMIERZONE,LOUIS MÓWIŁ NIEWYRAŹNIE PRZEZ PŁACZ I NIE MÓWCIE NUMERALARMOWY, ŻE NIE ROZUMIECIE O CO CHODZI, JAK TO BYŁO NA MOIM BLOGU.
Hej, oto imagin, który kiedyś napisałam. Co o nim sądzicie?
*Harry*
Właśnie wróciłem z próby. Oczywiście musiałm
być tam sam pod pretekstem, że inni będą
mnie rozpraszać podczas śpiewania. Tak bardO
nienawidzę Modest-u oni robią wwszystko
bym był jak najdalej od Louis'a.
-Boo Bear-krzyknałem
-...
Hmm dziwne. Odpowiedziała mi
cisza.Obiecał ,że będzie w domu, gdy mnie nie
będzie.
-Loueh!-krzyknąłem, tym razem głośniej.
_…
Znów zabójcza cisza. Postanowiłem sprawdzić
gdzie
jest. Kuchia, salon, łazienka, jadalnia, korytarz…
nie ma go.Została jeszcze nasza sypialnia. Tam
chyba będzie.Powinien. Musi. Gdy
pomyślałem, że mogło mu się coś stać, pod
wpływem impulsu szybko pobiegłem do
sypialni. Pchnąłem drzwi i zauważyłem tam
płaczącego Loui'ego.
-Skarbie-Przytuliłem go.
-Przegląda-aem internet-jąkał się przez
płacz,ale kontunyował -I ttam wsyztko byo
wokól Ele…Eleunor*
-To dlatego?-skarbie nie płacz.
-Ale ya usz duzej tag nie mogge-powiedział.*
-Louis-westchnąłem-Ja też nie, ale zrób to da
mnie,dla siebie,a przedewszystkim dla nas-
powiedziałem patrząc w jego oczy.
-Ddobrze-starł łzy.
Dzień II
*Louis*
Wróciłem do domu. Dziś była moja
kolej. Właśnie tak to wyglądało. Jeden dzień
chodziłem ja, jeden Harry. A chłopacy
normalnie codziennie mieli próby. Czemu nic
nie może być po staremu? Co zmieniła nasza
miłość? Przecież wszystko jest takie jak
kiedyś.Czujecie ten sarkazm? Tam to życie już
nie wróci. Nie wróci, przez Larry'ego. Ale czym
jest nasza miłość?! Nieuleczalna choroba. Mimo
iż obróciła nasze życie o 180 stopni, zniszczyła
je…My nadal się kochamy. Mamy to wszystko
gdzieś. Wchodzę do kuchni. Harry siedzi przy
stole. Je kanapki. No tak. Patrzę na zegarek
22:30.Podchodzę do niego i całujemy się na
powitanie
-Jak tam Harreh?-spytałem z troską.
-Dobrze-spojrzałem w jego oczy.Wyrażały
niesamowity ból.
-Nie kłam-szepnąłem.
-Czemu?Przecież jest idealnie!-krzyknął
zwalając ze stołu talerz.
-Uspokój się-powiedziałem wystraszony.
-Jak?!Ja nie potrafię żyć ze świadomością,że
kocham jakiegoś geja-krzyknął,a w moich
oczach momentalnie pojawiły się łzy. Uciekłem
i zamknąłem się w pokoju. Jak mógł.
-Louis nie!Przepraszam! To nie tak miało
brzmieć-krzyczał, ale ja go nie słuchałem.
Dzień III
*Harry*
Obudziłem się o 10. Zaspałem! Nie zwracając
uwagi na ból, który sprawiał mi każdy
ruch, przez to że spałem dziś na
małej, niewyhodnej kanapie, pobiegłem do
łazienki.
***
-Hej,jak tam?-spytał Irlandczyk.
-Dobrze Nialler-spróbowałem się uśmiechnąć.
-Louis wczoraj dzwonił…-Kiedy to
usłyszałem,zachciało mi się płakać-
Proszę,napraw to-poklepał mnie po ramieniu i
odszedł.
***
Wróciłem do domu.Louis oglądał
telewizję.Postanowiłem coś zrobić.
-Louis,kochanie-powiedziałem i pocałowałem
go w czubek głowy.
-Harry,nie jestem obrażony,ale zły.Wiem że
nie chciałeś żeby to tak zabrzmiało.
-Przepraszam cię nie chciałem.
-Wiem,ale daj mi czas dobrze?
-Ok.
Dzień IV
*Louis*
Muszę iść do roboty. Tak bardzo chciałbym
zostać z Harry'm w domu. Przeprosić go, ale
postanowiłem, że zrobię dla niego
niespodziankę. Ten dzień będzie dniem, o
którym nigdy nie zapomni. Wyjdziemy gdzieś
na jakiś dobry film. Najlepiej komedię
romantyczną. Potem odwiedzimy jakąś
drogą,elegancką restaurację i będzie
wspaniale,idealnie. Chociaż tak będę mógł go
rozweselić. Ostatnio chodzi taki smutny. Niby
mnie pociesza,a sam jest taki…normalnie
wygląda jak wrak człowieka. Nie dba o
siebie,wszystko ma gdzieś.
Ten sam dzień
*Harry*
Okropny dzień. Louis jak zwykle wyszedł do
pracy. Ja nie mam już siły. Ciągle muszę patrzeć
jak płacze, ciągle muszę go pocieszać, że
niedługo to wszystko się skończy. A ja sam już
nie mam siły. Nie wierzę,że to kiedyś się
skończy. Muszę to zakończyć. Loueh przeze
mnie zmarnował sobie życie. Nie chcę żeby
dłużej cierpiał. Po prostu dziś zrobię coś, o
czym marzę od kilku
dni, tygodni, miesięcy. Szczerze, to już nawet nie
liczę. Louis wyszedł więc mam szansę, którą
mam zamiar wykorzystać.
Wieczór, dzień IV
*Louis*
Wróciłem do domu. Byłem
podekscytowany. Miałem już wszystko
przygotowane. Dokładnie za 41 minut-18:30
mamy być z Harry'm w kinie. Potem pójdziemy
do całdobowej, popularnej, jednej z najlepszych
restauracji.
-Loczek wróciłem!-krzyknąłem.
Zdjąłem kurtkę i buty. Wszedłem w głąb
domu. Myślałem, że Harry będzie w kuchni, jak
zawsze. Myliłem się. Zajrzałem do sypialni…nie
ma. Może jest w toalecie. Otworzyłem drzwi i
to,co tam zobaczyłem, po prostu nie mogłem
uwierzyć.
Dzień V
*Louis*
Siedziałem właśnie w szpitalu obok
Harold'a. To nie możliwe. Jak on mógł się
dopuścić takiej rzeczy?! Czemu chciał sobie
odebrać życie? To przez naszą kłótnię? Chyba
tak. Tak naprawdę, to ja bardziej żartowałem…z
tym że jestem na niego zły. Jak bym
mógł, skoro on jest najpiękniejszą rzeczą jaka
mnie w życiu spotkała. Nie wiem co by musiał
zrobić żebym był na niego.Chociaż. Teraz
jestem na niego bardzo zły. Jak mógł mi to
zrobić?! No jak?!
-Czemu Hazz,czemu?-mówiłem szeptem.
Dzień VI
*Louis*
Musiałem powiadomić, o tym jego
najbliższych. Rodziców oraz resztę
zespołu. Teraz ja i chłopcy siedzimy z nim w
sali. Płaczemy. Ja najbardziej.Lekarz
powiedział, że szanse na to iż przeżyje są
minimalne.
-Harry zawsze cię kochałem i będę kochać, ale
jak brata. Zrobiłeś dla mnie tyle dobrego. Mimo
iż na początku cię nie polubiłem, a nawet
byłem zazdrosny. Po prostu byłem głupi.-
powiedział Liam, próbując powstrzymać łzy.
-Będę za tobą tęsknił stary. Za tymi naszymi
wygłupami. Za robieniem dowcipów innym. za
tym ciągłym śmianiem się. Wiesz,chyba nigdy
nie zapomnę tego twojego uśmiechu.-
powiedział Niall przez łzy
-Nigdy nie myślałem, że tak szybko się z tobą
pożegnam. Dałeś mi w życiu tyle dobrych
rad. Dzięki tobie za kilka miesięcy będę
szczęśliwym mężem. Hazz, jesteś moim
najlepszym przyjacielem. Nigdy o tobie nie
zapomnę. Jesteś taki miły, kochany i co
najważniejsze zawsze potrafisz pocieszyć-dodał
od siebie Zayn.
-Harry,jesteś najlepszym co mnie w życiu
spotkało. Jesteś tym jedynym. Nie możesz mnie
zostawić. Tyle ludzi na tym świecie cię
kocha,że czasami czuję się zazdrosny. Wiem, że
ty nigdy mnie nie zdradzisz. Jesteś
piękny, cudowny, idealny. Wiele osób kocha cię
za wygląd, za ten nieziemski uśmiech, lub po
prosti za styl ubioru. Ja jednak zakochałrm się
w tym co masz w środku.Od początku nie
zwracałem uwagi na wygląd. Jesteś tym
jedynym i obiecuję ci, że mimo wszystko będę
wierny.-zakończyłem. Rozpłakałem się.Nie
mogłem wytrzymać. W tym samym czasie do
sali wszedła mama loczka i podała mi list…
pożegnalny. Chciała abym przeczytał go na
głos. Nie miałem już siły, ale postanowilem to
zrobić.
Drogi Louis'ie!
Zastanawiasz się czemu tego
dokonałem. Czemu dopuściłem się do tego
czynu. Może nie zauważyłeś, ale ja cierpiałem
bardziej niż ty. Jeśli jesteś teraz obok
mnie, odsłoń mój lewy nadgarstek. To chyba
wystarczający dowód na moje
cierpienie. Jednak ten ból nie był tak silny jak
ten psychiczny. Od dawna chciałem to
zrobić. Dziś jest ta chwila,w której twoje życie
się zmieni. Możesz myśleć,że na gorsze, ale to
nie prawda. Za jakiś czas po prostu o mnie
zapomnisz. Tak będzie lepiej. Zniszczyłem twoje
życie. Louis, kochanie ja nie mogłem żyć z tą
świadomością! Nawet nie wiesz jak trudne było
to dla mnie. Ciągle widziałem jak
płaczesz, ciągle musiałem cię
pocieszać. Wiem, że nie chciałeś żeby tak
wyglądało twoje życie. Ja chcę dla ciebie
dobrze. Jeśli możesz to powidz chłopakom, że
kocham ich jak braci. Są tacy kochani.Zadbaj, o
to żeby Niall przeszedł na dietę. Przydałoby mu
się to. Powiedz mojej rodzinie, że bardzo ich
kocham i zrobiłem to tylko po to by wasz
świat mógł być piękniejszy. Byłem tylko
problemem, ponieważ to wszystko zaczęło się
ode mnie. Kocham Cię najbardziej jak tylko się
da. Jesteś słońcem, które wschodzi o wschodzie
i zachodzi po zmroku. Zawsze będę świecił
gdzieś tam na niebie,niedaleko ciebie. Jako
jedna z gwiazd będę obserwować cały
świat. Kocham was!
Harry Xx
Dzien VII
Całe moje życie legło w gruzach. Nie mogę
dopuścić do siebie myśli, że Harry nie
żyje. Poza nim nie widzę świata. Dosłownie. To
nie ma już przyszłości. Jestem właśnie w
Paryżu, gdzie mamy zagrać nasz ostatni
koncert. Pożegnalny. Wchodzimy na
scenę. Śpiewamy:Moments, Over Again, One
thing, You & I, They Don't Know About You, Right
Now, Strong, Does He Know, Alive, Better Than
Words, Little White Lies…
skończylismy. Pożegnalismy się z fanami i
odeszliśmy. Chłipacy pytali jak się
czuję. Dobrze. Co innego miałem im
odpowiedzieć? Nie wiem. Wsiadłem do
samochodu. Kierunek:wierza Eifla..Harry
zawsze chciał się tam ze mna wybrać. Wchodzę
na samą górę. Krzyczę:Kocham Cię Harry!
Potem skaczę w przepaść. Teraz już na zawsze
będziemy razem.
*Narrator*
Tak bardzo się kochali. Świata poza sobą nie
widzieli. Louis musiał to zrobić. Minęło
zaledwie kilka godzin do tego, jak dowiedział
się o odejściu Harry'ego. Za bardzo tęsknił. Nie
potrafił inaczej. Loczek był powietrzem, bez
którego starszy nie mógł żyć. Od teraz Louis
jest słońcem, a Harry księżycem. Patrzą na nas
wszystkich tam na górze i czuwają nad
wszystkimi, którzy właśnie przeżywają to samo
piekło co oni. Larry Stylinson,to definicja
prawdziwej miłości. Dowód, na to że istnieje
prawdziwa miłość. Od teraz są razem na
zawsze. Nikt i nic im w tym nie
przeszkodzi. Oboje są szczęśliwi. Oboje kochają
się bez granic. Oboje są wręcz racy sami. Oboje
dla siebie stworzeni. Nikt i nic im nie
przeszkodzi…
THE END
*-BŁĘDY BYŁY ZAMIERZONE,LOUIS MÓWIŁ NIEWYRAŹNIE PRZEZ PŁACZ I NIE MÓWCIE NUMERALARMOWY, ŻE NIE ROZUMIECIE O CO CHODZI, JAK TO BYŁO NA MOIM BLOGU.
Hej, oto imagin, który kiedyś napisałam. Co o nim sądzicie?
Boże, jakie to piękne. No naprawdę ryczę, ryczę i ryczę
OdpowiedzUsuńRyczę , boże drogi piękne !
OdpowiedzUsuńnienawidzę Cię, nienawidzę Cię, nienawidzę Cię. ten imagin jest tak piękny, że nie mogę powstrzymać łez... :,(
OdpowiedzUsuńnie przepadam za historiami o Larry'm gdzie któryś z nich umiera, bo ronię wtedy tyle łez, że aż żal na mnie patrzeć... ale ten imagin jest jednym z tych, które poważnie mi się podobały. :)
Gratulacje :)